Sześciu barczystych, zakapturzonych chłopaków szło chodnikiem w milczeniu. Każdemu z kieszeni bluzy wystawał długi, lekki kij, a jeden z nich obracał w dłoni małą czarną piłeczkę, która z dali połyskiwała jak kulka do procy. Na ich bluzach widniał wielki napis Black Wolves, a pod nim groźne rysunki wilczych głów z wyszczerzonymi kłami. W połączeniu z kapturami, kijami i tą czarną piłeczką wyglądali jak grupa, której lepiej nie zachodzić drogę. Przechodnie odruchowo schodzili im z drogi, niektórzy przechodzili na drugą stronę ulicy, inni udawali, że właśnie muszą skręcić w boczną uliczkę albo zawracali do domów, sprawdzić, czy żelazko zostało odłożone na swoje miejsce.
Co to za zakapturzona banda?
